Alejandro González Iñárritu wymierza siarczysty policzek nie tyle kinu, a jego otoczce. Bezlitośnie wyśmiewa jego pochodne, zaczynając od showbiznesu go nakręcającym a kończąc na celebryckim kulcie i obsesji 'bycia'. Jednak Birdman to nie tyle satyryczny kuksaniec w stronę Hollywood a wycieczka w głąb upadłego aktora, którego sława przeminęła 20 lat temu. Obsesyjna próba ponownego zaistnienia obfituje w tragikomiczne sytuacje, gdzie szczery śmiech zastępują momenty refleksji. W rezultacie otrzymujemy dojrzały film, jeden z najlepszych w ostatnim czasie.
