9 długich lat - tyle czekaliśmy na kontynuację pierwszej odsłony Miasta Grzechu. Oczekiwania były ogromne. Hektolitry krwi, nieujarzmiony sadyzm, seks, skurwysyństwo - tego się spodziewaliśmy i to chcieliśmy zobaczyć. Przynajmniej ja. I duet Rodriguez & Miller spełnił życzenia wygłodniałych fanów aglomeracji wykolejeńców. Ale mam wrażenie, że tylko w wersji niskokalorycznej. Zabrakło mi tąpnięcia, uderzenia, które sprawiło, że po pierwszej części leżałem na kolanach. Od Sin City 2 po gębie nie dostałem, choć komiksowa wizualizacja nadal jest pierwszorzędna.
