To musiało nastąpić, prędzej czy później. Mistrz Clint Eastwood wziął na warsztat historię o Chrisie Kyle'u, najefektywniejszym snajperze w historii Stanów Zjednoczonych. Teksański kowboj stał się symbolem oddania ojczyźnie, którego ścieżkę do statusu legendy zburzyła (a może paradoksalnie właśnie zbudowała) śmierć z rąk rodaka, weterana wojennego. Film Eastwooda to dość ciekawy zabieg pokazania wielkości Ameryki - reżyser nie robi tego wprost, bo narzędziem jest sam Kyle. Oddany ojczyźnie wojak, bezgranicznie wierzący w sens wojny. Jest to o tyle wygodne, że Kyle rzeczywiście był wzorem patrioty, dla którego obrona kraju była priorytetem. Jednak Snajper to nie tyle amerykańska laurka, a wejście w głąb Chrisa - idealnego żołnierza, ale wiecznie nieobecnego szefa rodziny.
